Czy warto chodzić po dwugarbnej krzywej?

Posted on

Ach te lata dwudzieste, lata trzydzieste….

Nietrudno zauważyć, że na początku dwudziestego stulecia działo się coś dziwnego. Postęp w różnych dziedzinach wiedzy i techniki  – takich, ujarzmienie i zaprzęgnięcie do pracy elektryczności, skonstruowanie silnika spalinowego, opanowanie mechaniki latania obiektów cięższych od powietrza, ale też:  rozwój organizacji pracy, rozwój miast, rozwój środków komunikacji i przekazu wiadomości, doprowadził w efekcie, pomimo wielu kataklizmów tamtego okresu, do radykalnych zmian cywilizacyjnych. Chociaż nie był to dobry wiek dla Europy, to Stany Zjednoczone, na których terytorium nie toczyły się wyniszczające wojny, wyszły z niego wyraźnie wzmocnione.

Można też podejrzewać, że pomimo takiej potężnej rewolucji przemysłowej, żyjąc w tamtych czasach nie zakładalibyśmy ochoczo i masowo różnych klubów wynalazców lub fabrykantów (w tym przypadku z numerem nie cztery, ale dwa kropka zero – o czym będzie w dalszej części), bo prawdopodobnie nie skupialibyśmy uwagi na chwilowej wadze tych zmian. Oczywiście, widzielibyśmy poszczególne wynalazki:  radio, film, samochód, samolot, ale pomimo przyspieszenia, wszystko działoby się jeszcze  zbyt wolno, by tak bardzo zainteresować nas przyszłością i zainspirować do jakiegoś finalnego kształtu technicznego rozwoju. Oczywiście zawodowi futurolodzy, wizjonerzy zawsze to robili i będą robić, ale zwykli przedsiębiorcy? Po co?  Zresztą – wszystko zależałoby od naszej domniemanej lokalizacji: miasta, kraju, kontynentu. Mielibyśmy za to inne problemy do rozwiązania, bardziej związane z bieżącymi wydarzeniami. Jeżeli rozmawialibyśmy o rewolucji,  to mielibyśmy częściej na myśli nie tę przemysłową, ale październikową, przeprowadzaną właśnie w  listopadzie.

Razem, czy osobno?

W naszych czasach, w niektórych aspektach rzeczy mają się podobnie. Znowu dzieje się coś dziwnego w obszarze połączenia  wiedzy z techniką. Nie zawsze jest łatwo zrozumieć i przewidzieć dalekosiężne skutki tych procesów. Jednak, a być może na szczęście, jest różnica: zakres oddziaływania obserwowanych zmian w aspekcie geograficznym znacznie się poszerzył i stał się bardziej różnorodny. Piszę: „na szczęście”, bo ten proces jest dzięki temu bardziej widoczny, a  jego efekty – dostępne praktycznie dla większości dorosłych, jak i dorastających obywateli w dowolnym zakątku globu ( z konieczności w tym miejscu pomijam dyskusję o cyfrowym wykluczeniu, co jednak w naszych czasach niestety ciągle istnieje). Jeżeli jednak każdy produkt lub technologię stymulującą te zmiany będziemy traktować osobno (np. tak, jak pisze o tym Maciek) i będziemy umieszczać je na dwugarbnej krzywej Gartnera nie robiąc z tym  nic dalej (lub tylko próbując w ograniczonym zakresie), to będzie nam ciągle trudno wyciągać racjonalne wnioski na temat tego, dokąd w ogóle zmierzamy lub dokąd chcemy dojść. Zauważmy:  każdą drogę lepiej widać i łatwiej oceniać dopiero po jej przejściu niż przed rozpoczęciem podróży. Dlaczego? Bo wtedy wszystkie jej aspekty możemy zobaczyć razem.

Po co nam kolejny klub?

Wyobraźmy sobie teraz taką oto sytuację: w 1907 roku Henry Ford uruchamia produkcję Forda T i ktoś rzuca hasło (niech będzie dla uprawdopodobnienia, że jednak dzieje się to w Ameryce): „załóżmy klub sympatyków automobili, zrzeszający pasjonatów motoryzacji, zwłaszcza przyszłych producentów części zamiennych do przyszłych samochodów”.  Sprawa nie wydawałaby  się jednak w tamtym czasie tak oczywista, bo ci bardziej  rozsądni i pragmatyczni mogliby na to odpowiedzieć: „Tych automobili to tak znowu nie jeździ po świecie zbyt dużo. Nie wiadomo na ile to się przyjmie. Zajmijmy się najpierw sprawami bardziej istotnymi – np. rolą konia w transporcie lądowym, a zwłaszcza w wojsku”.

Wróćmy do przyszłości

Biorąc to wszystko pod uwagę, może jednak warto na moment „wyskoczyć” w przyszłość, odwrócić się i  dopiero z tamtej perspektywy popatrzeć wstecz? Zobaczymy wtedy tę samą drogę do pokonania, ale na odwrót: od jej leżącego w przyszłości zakończenia.

Z tym „wyskakiwaniem” w przyszłość nie mamy już kłopotów w Fabryce i3, zwłaszcza po ostatnich wykładach Wojtka Ozimka na temat Ogólnej Teorii Innowacji. Co zatem widać z tej perspektywy? Teraz to się wydaje bardziej zrozumiałe: maszyny będące podstawą cywilizacji technicznej, nie tylko w tamtej rzeczywistości uczą się same, ale i są ze sobą w sposób elastyczny połączone. Procesy produkcyjne i logistyczne są zautomatyzowane i potrafią optymalizować swoje przebiegi w czasie rzeczywistym. Dzieje się tak dlatego, że czuwa nad nimi sztuczna inteligencja, ale nie jakaś mega inteligentna centrala, tylko rozproszona w sieci inteligencja autonomicznych urządzeń. Znaczna część zdarzeń i transakcji realizuje się w świecie wirtualnym. Podstawą architektury umożliwiających to rozwiązań jest chmura, a systemy lokalne są dla niej dodatkiem. Chmura jest olbrzymim zbiorem danych (Big Data) dzięki, któremu pozostała cześć świata w realu może prawidłowo funkcjonować i współpracować ze sobą.

Zagrożenia umaszynowienia

Oczywiste jest, że przechodząc w rzeczywistości taką drogę (na której końcu dzięki naszej wyobraźni właśnie tak łatwo stanęliśmy) będziemy rozwiązywać wiele cząstkowych problemów. Nie będzie łatwo: bezpieczeństwo w sieci, bezpieczeństwo danych firmy, ochrona własności intelektualnej, ochrona danych osobowych, efektywna interakcja człowieka z maszynami, racjonalne koszty inwestycji w nowe technologie – to są pierwsze zagadnienia, które już pukają do drzwi naszych przedsiębiorców. Jednak widząc obecną i przyszłą sytuację na rynku pracy, można być przekonanym, że przemysł w Polsce, aby przetrwać, musi się modernizować.  A to oznacza, że będzie potrzebował znacznego umaszynowienia. Można być również w tym przekonaniu pewnym, że nie będą to maszyny, jakie znamy z poprzedniego stulecia. Będzie to zupełnie coś nowego, działającego równolegle w obu światach: realnym i wirtualnym. I to jest właśnie wyzwaniem dla nas.

Podejdźmy do problemu, raz jeszcze…

Russel L. Ackoff, znakomity teoretyk, praktyk i nauczyciel zarządzania, w swojej genialnej, ponadczasowej i do bólu lapidarnej książeczce „Zarządzanie w małych dawkach”, pisze: „Istnieją cztery sposoby podchodzenia do problemów: zamykanie oczu, analizowanie, rozwiązywanie i eliminowanie.” I dalej: „Eliminowanie problemu następuje poprzez przeprojektowanie układu w którym się pojawił”. W jeszcze dalszej części znajdujemy rozdział „Planowanie wstecz”, a w nim następujący cytat „Istnieje inny rodzaj planowania – planowanie introspektywne – skierowane wstecz od tego, czym chcemy być, do tego, czym jesteśmy. Umożliwia nam ono znacznie bliższe dotarcie do tego, czym chcemy być, niż planowanie naprzód od punktu, w którym jesteśmy. Dzieje się tak dlatego, że planowanie introspektywne poszerza nasz pogląd na to, co osiągalne, nasz repertuar potencjalnych kierunków działania”.

Rekomenduję książkę Russela Ackoff’a (wydaną przez PWN w roku 1993!) do kanonu biblioteczki Klubu Fabrykanta 4.0.

…by zająć kluczowe pozycje.

Tak właśnie myślą stratedzy i wizjonerzy z umiejętnościami i możliwościami wdrażania swoich wizji w rzeczywistym świecie. Gdy popatrzymy na zachodzące w naszym otoczeniu procesy pod tym kątem, to dostrzeżemy, że rozwój różnych technologii (w tym: technologii informacyjnych, robotyki i automatyki) jest ukierunkowany na ten idealnie przeprojektowany punkt końcowy. Na tym nie koniec: w różnych państwach całe programy rządowe są na niego ukierunkowywane. Chodzi o zajmowanie kluczowych pozycji w światowej gospodarce. Możemy się na to nie zgadzać, możemy widzieć to inaczej, możemy poszukiwać swojej ścieżki, ale bądźmy przede wszystkim świadomi skali tych procesów.  Klub Fabrykanta 4.0 mógłby pełnić bardzo pomocną i użyteczną rolę dla tych, którzy chcą się w tym wszystkich odnaleźć i mieć poczucie większego wpływu na tak opisaną rzeczywistość.

 Skąd to 4.0?

Był etap zastosowania pary (to jedynka), etap wykorzystania elektryczności (to dwójka), okres pełnego zastosowania automatyki i elektroniki (to trójka), by w końcu osiągnąć moment w czasie, kiedy główną rolę zaczynają pełnić dane, a więc informacja w swojej pierwotnej postaci (to czwórka). W ten sposób pojawiła się idea Czwartej Rewolucji Przemysłowej lub na zachodzie Europy: Industry 4.0. (w Niemczech, skąd pochodzi ten konkretny pomysł, używany jest termin na poziomie programu rządowego: Industrie 4.0). Jednak nie wszędzie jest tak samo. Stany Zjednoczone mają swoją wizję Internetu Przemysłowego, tworzonego nie przez rządy, a przez konsorcja przemysłowe, za to Chińczycy wkomponowali temat w swoją generalną strategię, opatrując go kryptonimem: „Made in China 2025”. A jeżeli zadamy pytanie: gdzie w tym wszystkim jest Polska? A i owszem, my też mamy swoją Polską Platformę Przemysłu 4.0. To się już dzieje. Poszperajmy w Internecie. Materiałów jest mnóstwo. Dyskusję będziemy kontynuować….

Dariusz Samól
Dariusz Samól

Latest posts by Dariusz Samól (see all)

One thought on “Czy warto chodzić po dwugarbnej krzywej?

  1. Są rzeczy ważne, ważniejsze i jeszcze te najważniejsze. Odsuwając chwilowo na bok niebanalne kwestie kwestie zindywidualizowanej produkcji atomatyki, IoT,technologiczne, organizacyjne i innowacyjne można i należy zauważyć, że przedsięwzięcie Industry 4.0, nad którym toczą się zaawansowane prace w Niemczech, czyli kraju do którego jesteśmy dostawcą części, podzespołów i który jest naszym największym importerem ma pozwolić niemieckiej gospodarce uciec przed chińską i europejską konkurencją, dzięki transformacji na poziom współpracy, wyznaczony przez standardy Industry 4.0, nie osiągalny dla pozostałych konkurentów.
    Dla polskich firm w średniej lub dłuższej perspektywie bycie zgodnym czyli jak kto woli kompatybilnym ze standardami niemieckimi wyznaczonymi przez Industry 4.0, będę być albo nie być tych firm. Czyli móc eksportować do Niemiec, bardziej zaawansowane produkty czy przesuwać się coraz niżej po łańcuchu wartości.

    Dla polskiej gospodarki są dwie możliwości albo wykorzysta się możliwości jakie daje Industry 4.0 budując własną platformę zgodną z niemiecką, przesuwając się dzięki niej w górę łańcucha wartości, albo na długie lata zostanie w ogonie dostawców konkurujących coraz niższymi cenami i marżami i z trudem utrzymujących odpowiedni poziom jakości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *